RSS
poniedziałek, 26 maja 2014

ADRES: ul. Jasna 14\16a 
TYP KUCHNI: grecka, śródziemnomorska
WNĘTRZA: Duża sala w kształcie litery L, cała w drewnie i wiklinie - wszystko pomalowane na biało. Tylko stoły i krzesła nieco tandetne, ale za to na suficie są fantastyczne lampy, zrobione z wielkich wikliniwych koszy. Bar wąski, w szkle i bieli. Genialnym rozwiazaniem jest budka palacza. Bez wychodzenia na dwór wchodzisz i kopcisz, dmuchawy wyciągaja wszystek dym. Dobre. Gra nieco rzewna grecka muzyka, w stylu Demissa Roussosa i jemu podobnych.    
OBSŁUGA: Szybka i miła, choć dłużej czekałem na podejście po posiłku, niż w ogóle na jedzenie... Ale to drobiazg. O gości dba również sam grecki właściciel, nie tylko wedle powiedzenia 'pańskie oko konia tuczy', ale rzeczywiście pomaga, obsługuje gości i jest bardzo miło. 
MENU: Karta jest dość szeroka i są to przede wszystkim greckie potrawy. Większość z nich  bardzo interesująca, jak zupy: rybna psaros, szpinakowa, czy fakes z soczewicy. Na przystawkę można przyjąć deskę serów (26 zł), placuszki z cukinii i fety i owoce morza. Tych ostatnich w ogóle jest sporo. Jako dania główne mamy souvlaki, naturalnie moussakę, jagnięcinę, czy wołowinę - wszystko z odpowiednimi przyprawami i warzywami. Po obiedzie dobrze przyjąć deserek: jogurt z miodem i figami w metaxie (jeju!), hałwę, serniki, gruszkę duszoną w winie... Do picia z napojów bezalkoholowych tylko małe buteleczki wszystkiego ze strony Pepsi, plus świeżo wyciśnięte soki owocowe. Za to z wyskokowych prawdziwie greckie wina, oczywiście Metaxa, wódki, whiskey no i piwa, w tym Mythos.  
CENY: różne, ale średnio tanie. Ryby między 30-60 zł, a danie główne od 30 do 62 zł. Desery w normie, koło 20 zł, ale są naprawdę duże. 
WRAŻENIA: Nie wiedziałem, czy wejść, czy nie, bo budynek taki droży się wydaje... Ale menu wisi na zewnątrz, to sprawdziłem, że wcale nie jest źle. Zresztą, drzwi się same otworzyły przede mną... No to wdepnąłem. Natychmiast znalazł się ktoś z obsługi z menu, dostałem na początek krem z pomidorów - przyznam, że przeciętny, bo nie dość, że przegrzany, to z koncentratu i bez listków bazylii... Nie nastroiło mnie to dobrze, ale zaraz wjechało danie główne: kotopoulo me haloumi z frytkami, czyli roladki z kurczaka, faszerowane serem haloumi, suszonymi pomidorami i pieczoną papryką. A obok stanęła olśniewająca sałatka grecka: kozi ser, oliwki z pestkami, czerwona cebula, pomidor, ogórek, kapary, papryka, oliwa i zioła... Danie było dość dobre, ale sałatka mnie zastrzeliła. Najadłem się,  było ogólnie bardzo dobre w przystepnej cenie - relacja cena, a wielkość rozsądna. Przy tym wszystko w fajnym, greckim klimacie. Podobało mi się i wrócę tam na pewno. 

OCENA: ΨΨΨΨΨΨ

wtorek, 15 kwietnia 2014

ADRES: ul. Zegrzyńska 1b , Legionowo
TYP KUCHNI: rosyjska
WNĘTRZA: Wspaniałe, sam budynek to blisko 100-letnie koszary, a w środku wita nas piękny samowar z całą zastawą herbacianą. Na ścianach portrety rosyjskich, XIX-wiecznych arystokratów, jest bordowo i wytwornie. Bardzo miło się tu spędza czas. 
OBSŁUGA: Miła i pomocna, choć młode panie czasem się gubią i nie mają ustalonych zasad z managerką. 
MENU: Na początek mozemy przyjąć śledzia pod szubą, jesiotra z musem chrzanowym, bądź bliny i tatara. Mamy zupy, typowo rosyjskie solianki, rosolniki, czy uchę z wódką. Fajne są zestawy pielmieni: z jesiotra, ruskie, z mięsem na kapuście. Jako dania główne występują np. jeleń w sosie borowikowym, jagnięcina po gruzińsku w kolendrze, kurczak po kijowsku, sznycelki z polędwicy w sosie kurkowym, schaboszczak, golonka, czy łosoś w sosie z czerwonego kawioru. Do wyboru jest również menu dziecięce. Są rosyjskie wódki, rosyjskie piwa obok bezsensownych Okocimia, Tyskiego i Żywca. Bogate menu, w większości rzeczywiście rosyjskie.
CENY: Zakąski, sałatki i zupy oscylują wokół 20 zł. Dania główne to już wydatek w ramach 30-60 zł.  
WRAŻENIA: Wiedziałem, że w lokalu swoją rewolucję przeprowadziła Magda Gessler, więc tym bardziej byłem ciekaw. Urzekł mnie od razu sam lokal - absolutnie bezbłędny, choć w dość głupim miejscu, osłonięty ekranami dźwiękoszczelnymi od przelotówki przez miasto. Ale na brak ludzi nie narzeka, jak zauważyłem. Na danie pierwsze przyjąłem rosolnik - trochę bez wyrazu, ale było nie najgorzej. Natomiast polędwica w sosie kurkowym pewnie była smaczna, ale całe wrażenie zabiła sól. Ja rozumiem, że dewizą lokalu jest to, 'że bez soli życie nie ma smaku', ale do cholery, nie sypcie jej beczkami, coby żywot urozmaicić! W pewnym momencie wkroczyła jeszcze kapela, grająca skoczne, rosyjskie kawałki. Miejsce naprawdę robi wrażenie - szkoda, że jedzenie mniejsze... 

OCENA: ΨΨΨΨΨΨ

czwartek, 27 marca 2014

edit: ze dwa tygodnie po publikacji wpisu, knajpę zamknięto - wykończył Asada Amrit Kebab na pl. Wilsona...

ADRES: ul. Słowackiego 12
TYP KUCHNI: turecka, marokańska
WNĘTRZA: Bardzo proste, długie w kolorze pomarańczowym. Zaletą jest toaleta, poważną wadą smród smażenia, który wisi w powietrzu - ubranie przesiąka nim na amen.
OBSŁUGA: Wiecznie smutna, choć pani właścicielka jest bardzo miła. A członkowie załogi również w porządku - zdecydowanie afrykańscy. Najczęściej widuję takiego chudego osobnika, z wyglądu Somalijczyk lub Sudańczyk, ale jest też Algierczyk (chyba). Wszyscy mówią po polsku, więc nie ma kłopotu z dogadaniem się.
MENU: To naturalnie kebaby z kurczaka lub 'baraniny'. Do wyboru duże lub małe, ale duży kebab to porcja zdecydowanie obiadowa. Można oczywiście dostać mięso na talerzu z frytkami, jest falafel, bywają szaszłyki, mięso zapiekane w bakłażanie, a co jakiś czas pojawia się coś innego - menu, poza żelaznymi kebabami, bywa zmienne. Nie ma tu alkoholu, ale jest Nestea, cola i soki z guajawy lub lichi.  
CENY: Bardzo przystępne, mniej więcej 20 złotych za pełne danie - takie, którym się najadam. 
WRAŻENIA: Chadzam tu dość często z uwagi na to, że pracuję w pobliżu. Jedzenie dostaję szybko, w dobrej cenie i mi smakuje oraz się najadam. Czego chcieć więcej? Wszystko świeże, mięso dobrze doprawione. Denerwuje mnie tylko, że kiedy wyjdę z Asada, to zwyczajnie śmierdzę smażeniem. Dobrze, że latem są stoliczki na zewnątrz. Na szybką, smaczną i tanią przekąskę, miejsce idealne.   

OCENA: ΨΨΨΨΨΨ

poniedziałek, 24 marca 2014

Podanie, przyznacie, wyborne!

ADRES: al. Andersa 30
TYP KUCHNI: amerykańska
WNĘTRZA: Niewielkie, w kształcie litery L. Wszystko w drewnie, plus wygodna sofa i fotele. Na ścianach po amerykańsku, byki, plakaty itp. W kątach stojaki z przyprawami. Przytulnie
OBSŁUGA: Bardzo mili panowie, starają się szybko i sympatycznie obsłużyć klientelę. Duży plus.
MENU: Nieduże, od małych kanapek, bo spore burgery, które są podstawą. Wszystko ma być oparte o świeże i zdrowe składniki. Mamy tu więc w bułce, obok mięsa oczywiście (choć są i jarskie burgery), kilka rodzajów sałat, może być ser, bekon, czerwona cebulka z konfiturą cebulową, ostrzejsze Chilli i Habanero, a także specjalne Jack Daniel's (ser, bekon, bbq), czy Murano Italiano (gorgonzola i szpinak). Co miesiąc nowy mister: w styczniu był burger z chutney'em z czarnej porzeczki, w lutym burger z wasabi i imbirem. Do tego spory wybór fajnych, regionalnych piw i słodkie napoje.
CENY: Burgery kosztują w granicach 20-30 złotych.  
WRAŻENIA: Siedzi się tu bardzo miło i sympatycznie. To co dostałem, smakowało mi, zarówno Jack Daniel's, jak i Hiroszima z wasabi, choć za dużo go napakowano. Dania podawane są na fajnych, drewnianych koszyczkach, wyściełanych papierem. Jest duży burger, cztery (!) łódeczki ziemniaka opiekanego, dwa sosy (dobre) i miseczka colesława. Zatem burger przyrządzony nieźle, choć buła trochę taniością zajeżdża. Ziemniaczki, choć dobre, to wyjechały z mikrofali. Najadłem się, owszem, ale zmieściłbym kilka ziemniaczków więcej... Bardzo sympatyczne miejsce, aby wsunąć niezłego burgera i kilka pysznych piw. I posiedzieć. Jednak jest parę rzeczy, które można by poprawić - ilość ziemniaczków (minimalna) i sposób ich odgrzewania jest do wymiany...   

OCENA: ΨΨΨΨΨΨ

czwartek, 20 marca 2014

Wejście w C.H. nie zachęca, ale w środku jest ok

makaron penne w sosie z czarnymi truflami, białą kiełbaską i śmietaną

 


ADRES: al. KEN 36
TYP KUCHNI: włoska
WNĘTRZA: Proste stoły nakryte obrusami w biało czerwoną kratę, ściany białe, gładkie, z plakatami kojarzącymi się z Włochami i mafią. Bar i kuchnia w białych kaflach z aplikacjami. Tu i ówdzie doniczki z rozmarynem. Przeciętnie i mało pomysłowo.
OBSŁUGA: Młoda, miła i pomocna, całkiem szybka.
MENU: Lokal robi swój własny makaron, co jest wysoce pozytywne - i do tego różne rodzaje. W menu przystawki: focaccia, carpaccio i antipasty oraz zupy-kremy: pomidorowy i cebulowy. Są też sałatki, owoce morza (tatar z ryb, zupa rybna, linguine z małżami...) Mamy tu kilka pizz oraz drugie dania - to przede wszystkim mięsa i ryby: dorsz, polędwica wołowa, pierś z kurczaka, a także stek wołowy - wszystko w ziołach, z ziemniaczkami lub makaronem. No i mnóstwo makaronów w różnych wersjach.
CENY: przeciętne, od 20 do ponad 50 złotych za pojedyncze danie (polędwiczki).
WRAŻENIA: Po wejściu myślałem, że się pomyliłem, bo miałem wrażenie, że znalazłem się w kuchni: kilku facetów męczyło ciasto na makarony. Ale okazało się, że to tylko wrażenie i zaraz znalazłem się w obszernej sali. Skorzystałem z opcji lunchowej i przyjąłem krem pomidorowy i oczywiście pastę - skoro robią ją na miejscu... Krem jest bardzo dobry, gładki, słodkawy, choć zamiast bazylii na wierzchu były kawałki pietruszki. Wolę bazylię... Jako pastę dostałem norcinę, czyli makaron penne w sosie z czarnymi truflami, białą kiełbaską i śmietaną, doskonale przyprawiony świeżo mielonym pieprzem. Do picia jest spory wybór win, trochę piwa Tyskiego w różnych wersjach, dostaniemy również wódkę, a z napojów bezalkoholowych Lipton, woda, Pepsi... Ja zamówiłem 0,5 l Liptona i za całość zapłaciłem 28 zł - w wersji lunchowej, przypominam. Czyli porcje normalne, a cena mniejsza - fajnie :) W ogóle bardzo porządne miejsce, mają wi-fi na sali, spokojnie, kulturka i dobrze dają jeść. Najadłem się, smakowało mi... Mogę tu wrócić :)

OCENA:  ΨΨΨΨΨΨ